Ja nie chcę wyjechać za kasą tylko żeby żyć normalnie, nie bać się, że nie będzie co do garnka włożyć. A przede wszystkim za pogodą. Bondziu jak ja nienawidzę zimna. Całe szczęście, że mamy łagodną zimę (i mam nadzieję, że tak zostanie), bo zimą ja po prostu usycham.
Wracając do zarobków, powiem Wam, że w Krakowie w sklepie kobiety zarabiają 1400zł na rękę, mojego męża kolega w sklepie pracował jako menadżer, zarabiał 1100zł na rękę, zajmował się właściwie to wszystkim, założeniem oraz prowadzeniem sklepu internetowego, dowożeniem do klienta, a po nocach jeździł po piekarniach za co miał dodatkową kasę 50zł (z czego musiał jechać 120km, o 4 rano wyjechać, wrócić na 8 najpóźniej, a potem jeszcze pracować w tym sklepie internetowym i rozwozić towar). Ma wykształcenie wyższe, ale nie ma szczęścia do pracodawców. W końcu się zwolnił, bo nie wyrabiał, choć jeździł dwa dni, potem dzień przerwy i znowu, czasem rzadziej, a czasem nawet 3x pod rząd miał kurs. Do tego podstawowej kasy mu nie wypłacił od dwóch miesięcy, sprawa się zakończy w sądzie najprawdopodobniej. No i wyjeżdża za granicę do kolegi, już ma ugraną niby pracę, zobaczymy jak będzie. Ja mu życzę jak najlepiej, bo facet naprawdę bardzo fajny, żona, dwójka dzieci. A żona zarabia 500zł w sklepie, bo nie chce jej zatrudnić na pełen etat (a i tak robi 6h dziennie). Szukała pracy, ale nikt nie chciał jej zatrudnić ze względu na wiek (ma 35).
W moim rodzinnym mieście moja przyjaciółka też zarabia 500zł, zarabiała 800, ale facet stwierdził, że sam będzie stał w sklepie, bo nie ma kasy by płacić tak dużo. Do tego siedzą w kurtkach, bo nie stać go na ogrzewanie. I tak, że jej w ogóle wypłaca. Miała szansę iść do sklepu pracować 2 tyg za 500zł, inne oferty pracy już nieaktualne. Mojej koleżanki mama zatrudniła się w lumpeksie, a przyjęto ją tylko dlatego, bo ma grupę inwalidzką, zarabia 1000zł. Żadna z wymienionych osób nie jest zatrudniona, wszystkie pracują na umowie o dzieło lub zlecenie, bo pracodawcy nie chcą zatrudniać. Dwóch znajomych pracuje w fabryce, dostali pracę po znajomości to zarabiają 1700zł i są zatrudnieni na pełen etat. Faceci mają łatwiej, kobiety mają przesrane. Nie znam ani jednej dziewczyny, która by pracowała za więcej niż 1100-1400zł. Niestety jest ciężko, sama szukałam pracę, ale po 500zł na miesiąc nie mam zamiaru harować. Moje koleżanki, które mają wyższe nie pracują w ogóle, bo w sklepie nie mają zamiaru pracować, a nikt nie chce ich zatrudnić w zawodzie. Musiałyby się przeprowadzić do większego miasta, ale o tym nie chcą słyszeć. Parę moich koleżanek po studiach siedzi w domu z dziećmi, parę wyjeżdża za granicę i wraca na dwa tygodnie i tak sobie jeżdżą na 2-3 miesiące. Jeśli ktoś studiuje prawo lub inne takie rzeczy to spoko - może i ma szansę na pracę i większe zarobki, ale osobiście nie znam ani jednej osoby, która by studiowała prawo czy medycynę. Jedna dziewczyna ze szkoły studiowała pielęgniarstwo, ale też nie ma pracy. Znalazła bogatego faceta (firmę mają rodzice i go zatrudnili jako kierownika) i ich stać na wyjazdy :) mowa o normalnych ludziach, nie wszyscy mają możliwość studiować ścisłe przedmioty, niektórym życie się tak ułożyło, a nie inaczej i musieli się utrzymywać od wczesnych lat. Faceci mają o tyle łatwiej, że pójdą robić na czarno, dorobią sobie jakoś. A kobieta co ma robić? Jest duża konkurencja, jak jest normalna oferta pracy - a nie jakieś doradztwo finansowe z własnym autem czy ubezpieczyciel - to od razu znika.







