a ja przeciez bylam naukowcem i niby nie wierze w takie bzdury - a tu prosze bardzo.
z tego co jeszcze wg niej mnie czeka:
zerwanie relacji calkowite, ale na krotko. jak ja sie wycofam to on mnie zacznie lapac. i ja ulegne. duzo bolu i bedzie jeszcze sex. w dodatku sama go sprowokuje. i tak do lata cos nam sie jeszcze bedzie dziac. jakes decyzje w maju. koniec przewidywany w okolicach poznego lata, wczesnej jesieni.
koniec moze wyniknac z mojego skupienia sie na wlasnej karierze i zaangazowaniu w to calego mojego czasu, albo moze nam sie wtracic jakas osoba z zewnatrz. mlodszy koles.
do tego w tle tego wszystkiego bardzo ladna przyjazn sie przebija.
heh, z ta przyjaznia to jest cos dziwnego. oboje mamy jakby po 2 osobowosci. bardzo sobie pomagamy, ale oboje mamy chwile slabosci i wtedy sie ranimy, nie zeby specjalnie, raczej przez brak wewnetrznej kontroli nad emocjami.
jesli chodzi o sex. od poltora miesiaca nic przy dosc czestym spotykaniu sie.
i ja nie mam zamiaru niczego prowokowac.
jesli chodzi o spotykanie sie. jak mi przedwczoraj powiedzial o ciazy, to chcialam ciac calkowicie, ale zameczyl mnie smsami, telefonami i wogole ze przeciez bylismy umowieni blablabla i poszlismy wkoncu wczoraj rano do parku karmic wiewiorki orzeszkami. wrocilam do domu o 12 i przeplakalam pare godzin. mam nadzieje ze pomoglo. bo jak narazie jest ok.
o ciazy swojej zony dowiedzial sie w sobote, i mimo wszystko przyjechal po mnie przed swoim gigiem, posiedzial z 1,5h bo konczylam rozne rzeczy, pojechalismy, lazil ze mna za reke, (a to trudne jest, bo ja nie lubie i uciekam), zadedykowal ulubiona moja piosenke, ktora skowerowali, dal niespodziewanego buziaka ze sceny, odwiozl do domu, zostal z godzinke, pocalowal na pozegnanie.
nastepnego wieczora odwozil mnie z klubu do domu i wtedy mi powiedzial o tym dziecku.
wiec beda mieli drugie 7 lat mlodsze od pierwszego. nie powiem, ze nie lupnelo mnie to po glowie. chcialam uciac wszystko natychmiastowo. i pewnie by mi sie udalo, gdyby nie jego prosby i tlumaczenia i zarty ze co wiewiorki glodne zostawimy. glupie, ale na mnie bardziej zarty dzialaja, niz prosby - sama przestaje wtedy rzecz traktowac powaznie.
po tej calej informacji i tym cholernym parku caly dzien mialam rozbity na kawaleczki. wieczorem troche lepiej a potem znowu. pol nocy pisalam jakies glupie kawalki o orzeszkach, skorupkach i dupie maryni.
najlepsze jest to, ze koles do mnie dzwonil i plakal mi przez telefon. oboje wiemy ze trzeba wrocic na kolezenska sciezke i to BIEGUSIEM i oboje wiemy ze to wcale a wcale nie bedzie proste.
ja pierdziu, bede miala mega alergie na zonkosi i BARDZO DOBRZE!
mam sile sie odwrocic teraz i ciachac to wszystko w koncu.
tylko boje sie troche tej wrozby.
niby wiem ze to bzdury, jakies karty, gwiazdy i zabobony, a z drugiej strony - wszystko sie sprawdza. ale moze cos sie uda zeby niedoslownie, albo inaczej zinterpretowac.
dzis oczywiscie dostalam juz iles tam smsow pod tytulem jak sie miewam i czy lepiej.
odpisalam ze slonce zostalo w nocy wyszorowane i swieci jak nowe (zeby sobie nie myslal ze bede tu rozpaczac i wlosy z glowy rwac)
i co i juz dostalam ze on jest jak ksiezyc raz taki :) raz taki
chyba sie juz zmeczylam ta historia.
matko, a ta zona pewnie szczesliwa, ze beda mieli dziecko i niczego nieswiadoma. i mam nadzieje, ze tak zostanie.
a ja NIGDY PRZENIGDY WIECEJ. chociaz zawsze mowilam ze nigdy nie mow nigdy.
ok
wracajac do wrozby:
ja jestem skupiona na sobie i nie ma szans na prawdziwy zwiazek ze mna w najblizszym czasie. ksztalcenie sie, rozwoj, kariera, kursy, samodoskonalenie i satysfakcja z bycia soba - ale tak to ja mam od dluzszego czasu. nic nowego.
dbanie o siebie i swoja kobiecosc (no tak pewnie o te cycki chodzi hahah).
w najblizszym czasie (rok czy 2) przechodze przemiany jesli chodzi o traktowanie facetow, zwiazkow itd i ma bolec bo sie bede uczyc i zmieniac priorytety.
przestane byc taka okropna egoistka nastawiona na wlasny rozwoj i kariere tylko i wylacznie i zaczne akceptowac innych obok mnie i ze mna.
a jeszcze gdzies tam dalej normalnie jest facet i milosc taka dokonca i prawdziwa i wlasnie ta. starszy ode mnie, charyzmatyczny i z kasa (hura! nienawidze hotdogow, kocham sushi!
tylko ma byc slabo w lozku na poczatku. (kurcze, nie wiem czy to u mnie mozliwe, jak jest slabo w lozku, to nie chce mi sie byc z takim facetem - no ale zycie jest dziwne, sie okaze)
koncze bo zanudze








