tak, wiem że to tak wygląda, ale on rzeczywiście tyle pracuje... jeśli gdzieś wychodzi to z kumplami z pracy na piwo, to wiem na pewno
inna sprawa, ze w ten piątek kiedy już skończył ten ważny projekt poszedł z nimi 'odstresować' się i wrócił... w niedzielę wieczorem (był potem u jednego kumpla z pracy i ponoć dalej pili, a w niedzielę trzeźwiał, tamten i jego żona to potwierdzają) ja tymczasem umierałam ze strachu co sie z nim dzieje bo nie zadzwonił ani nie odbierał telefonu (ponoć mu się wyładował, ale przecież mógł zadzwonić od tego kumpla... powiedział że nie było sensu dzwonić bo ja i tak nie chcę z nim rozmawiać...)
byłam strasznie zdenerwowana, myślałam nawet że zrobił sobie coś złego... a on kiedy wrócił totalnie to zbagatelizował 'ale o co ci chodzi przecież nic sie nie stało' nie miałam nawet siły tłumaczyć, bo po co, jeśli ktos nie rozumie takich rzeczy, nie ma sensu
Ghostdog, co do rozmów - bardzo dużo ich było, ale wciąż wracamy do punktu wyjścia wiele rzeczy muszę mu tłumaczyć tyle razy, on rozumie przyznaje mi rację a potem... jest jak było

wszystko sprowadza sie do schematu: teraz już koniec, bedzie inaczej, to sie już nie powtórzy - i powtarza sie w nieskończoność
chyba nie mam już sił tego ciągnąć, tylko ja inwestuję w ten związek, on mówi 'kocham cię' - tak łatwo to powiedzieć, trudniej okazać i udowodnić
ostatnio zrozumiałam że jego nie interesuje budowanie i rozwijanie związku, co tu zmieniać, przecież mnie kocha, czego jeszcze chcę? no i ten związek nie pielęgnowany umiera...
szkoda że tak późno to zrozumiałam, dla mnie wspólne tworzenie związku wydawało się najważniejszą rzeczą w życiu
