Dzisiaj ja potrzebuje rady......

Jest mi dzisiaj strasznie przykro, siedze sama i rycze, nawet nie mam sie komu wygadac, wiec pozwolcie, ze napisze tutaj........umowilam sie dzisiaj z moim chlopakiem......mielismy sie spotkac jak skoncze prace (ja koncze pozniej) wczesniej jednak napisal mi smsa czy moglby pojsc z kolegami obejrzec mecz, i ze sie do mnie troszke spozni, zgodzilam sie, bo niby dlaczego mialabym sie nie zgodzic....wrocilam wieczorem z pracy, naprawde cieszylam sie na to spotkanie, przygotowalam dobre jedzonko :) i godzine po tym jak mial do mnie przyjsc, napisal ze wypil kilka piw jest zmeczony zaraz jedzie do domu i do mnie nie przyjedzie

zadzwonil nastepna godzine pozniej (rzeczywisice trzezwy nie byl) zapytal czy sie zloszcze to zapytalam sie jak by sie czul na moim miejscu?????????? czy nie byloby mu przykro???? odpowiedzial ze tak ale zebym sie nie zloscila bo "co takiego sie stalo??"

pomijam juz fakt ze obiecywal mi ostatni zarzekal sie wrecz ze zmieni sie bo w koncu zrozumial jak bardzo mnie kocha i ze przez tyle lat ja mu nigdy nie zrobilam najmniejszej przykrosci (ja plakalam wiele razy, i nie chce sie nad soba uzalac, ale tak niestety bylo) zawsze mu pomagam itd..... obiecywal ze nie powtorzy sie to co bylo zeszlej zimy, kiedy to po mojej op prawie w ogole mnie nie odwiedzil ;( ;( wolal spedzac czas z kolegami, umawial sie ze mna a w ostatniej chwili pisal ze nie przyjdzie ;( ;( obiecal mi ze tak juz nie bedzie.....
W kazdym razie jak gdyby nigdy nic zapytal sie jak sie jutro umawiamy?????

to powiedzialm ze moze lpeiej sie nie spotykajmy bo na pewno ma juz inne plany, krzyknal mi do sluchawki "co ty powiedzialas???" powtorzylam i kłapnał mi sluchawka!!! jest mi tak przykro bo ja nigdy przenigdy tak sie nie zachowalam, jak sie kogos kocha i szanuje to sie tak nie robi, prawda??? ech....wiem wiem jestem żałosna, nawet nie wiem jak mam sie teraz zachowac
