Zycie zaczyna sie po 40-tce.Tak ja cz.3

Wolne tematy, dyskusje, tutaj możecie rozmawiać o wszystkim. Nasze codzienne i niecodzienne sprawy.

Moderator: Zespół I

Awatar użytkownika
muflon2121
Uzależniona Beauty
Uzależniona Beauty
Posty: 1383
Rejestracja: 09 paź 2007, 20:45

Re: Zycie zaczyna sie po 40-tce.Tak ja cz.3

Post autor: muflon2121 » 23 lip 2009, 18:06

:badgrin: jadę na następne przeceny :-) czaję się w styczniu :-)
Ja się nie mogę tu przyzwyczaić. Chcę tam z powrotem !
Dumna, to , owszem, byłam, ale z siebie. Udało mi się dwa pełne zdania do pani promotor mojej córki wydukać. Po ang, hehe. No, to się dobrze tu uczy, ale jak sie tam pojedzie, to człowiek podstawowe rzeczy zapomina. Ja przynajmniej tak miałam. Podstawowe błędy. Chryste ! jak sie jako-tako rozruszałam, to musiałam wracać. Formalnie, to córka ukończyła zajęcia pół roku temu. Więc ja z niej dumna byłam wczesniej. Jak się uczyła (z baaardzo przyzwoitymi wynikami) i jednocześnie w knajpie pracowała. Zresztą w Londynie gdzie się do knajpy nie wejdzie, to polacy. Teraz córka ma stałą praca w biurze i będzie szukać lepszej.
Póki co byłam dzis po kompa. Był wybrany model, ale się zbył i musze od nowa studiowac parametry. W Lo0ndynie nie kupiłam finalnie. Tam, gdzie sprzedawcy zachęcali i byli uprzejmi, nie było satysfakcjonujących mnie modeli. Tam, gdzie były, musiałam gburowatego sprzedawce z zaplecza wyciągać. Gwarancja tylko 1 rok, o europejskiej nie bardzo słyszał. No to dałam spokój, choć te 499 funtów to było tak z 10-15 procent taniej niż w polsce za te same parametry. Dzis widzę, że interesujące mnie parametry się ustabilizowały cenowo i jakby cos taniej. Więc chyba w końcu kupię.
Aha. Tam się niewiele (a przynajmniej duzo mniej niż u nas) widzi ludzi z laptopami na ulicy czy w knajpach. Wogóle wzgledem techniki to mamy niesłuszne, moim zdaniem kompleksy.

Awatar użytkownika
Sabrina
TOP Beauty
TOP Beauty
Posty: 4156
Rejestracja: 26 wrz 2007, 14:50

Re: Zycie zaczyna sie po 40-tce.Tak ja cz.3

Post autor: Sabrina » 23 lip 2009, 18:37

Ja bym nie dała rade tam mieszkać. ani Anglia,ani Szkocja,ani Norwegia brrr za zimno,za mokro,za deszczowo!! :roll: :roll:
"Bogactwo i uroda nigdy nie wyjdą z mody."

Awatar użytkownika
ullrike
TOP Beauty
TOP Beauty
Posty: 3704
Rejestracja: 01 cze 2006, 08:41

Re: Zycie zaczyna sie po 40-tce.Tak ja cz.3

Post autor: ullrike » 23 lip 2009, 21:13

A ja bym tam z checia zamieszkala bo klimat lagodniejszy i wstretnej snieznej zimy nie ma.U nas co prawda tez na szczescie coraz mniej sniegu zima,Ale tam wiosna szybko i zielen i ogolnie ladniej i przyjazniej,
Z Norwegii kolega przysyla mi fotki ktore robi ze swojego okna ,,wiec Norwegia odpada faktycznie zima prawei na okraglo.
Uwielbiam Muflona sprawozdania ,super sie czyta takie relacje.
Nie mam czasu teraz zajac sie Ciechocinkiem,bo dziewczyny lece na dwa dni do Finlandii do Turku :-D ,Zupelnie na wariata jak nie zgine i wroce to do Ciechocinka dojade. ;)
Taka mam fantazje :p ,w koncu zycie zaczyna sie po 40-dziestce,no nie?? .Kupilam sobie bilet na samolot (bo tanie byly) ,zamowilam nocleg w 6 osobowej sali dla kobiet i frune .Zawsze chcialam zobaczyc Finlandie..jest jedno ale..
Muflon jak ja Ci zazdroszcze ze umiesz wyslowic sie po angielsku...ja nie wiem jak ja tam sobie poradze bo angielskiego nie znam ani w zab,Hostel zamowilam przez internet ...ale co pozniej ?jak sie dogadam wrr ..zeby kupic bilet z lotniska do hostelu,i w kazdej innej sprawie?Nie mam pojecia.
Zeby cokolwiek wydukac ,znac podstawowe zwroty ,zla jestem na siebie za to gamonstwo i lenistwo jezykowe ,,Chyba jak wroce pomysle o jakims kursie.
Zaczynam od d... strony ,Muflon to sie przygotowala a ja najpierw wyjazd a pozniej nauka jezyka:P

Jesli chodzi o komp ,kupowac w Polsce ,tu masz od razu Windows legalny i Polski ,oprogramowanie ,a gdzie pozniej lataz za reklamacjami ,Zeby jeszcze relacja cenowa byla 50 % ..ale dziesiec? to sie nie oplaca

majamamaja ,ja juz nic sie nie odzywalam jak ty pisalas o swojej wizycie w Sztokholmie :-D
Ja w Sztokholmie tez bylam ,trzy lata temu ,,,bo bilety na samolot kosztowaly 90 zl w obie strony.
Cudny jesty Sztokholm i mam nadzieje ze jeszcze go kiedys w zyciu zobacze ponownie.

Awatar użytkownika
muflon2121
Uzależniona Beauty
Uzależniona Beauty
Posty: 1383
Rejestracja: 09 paź 2007, 20:45

Re: Zycie zaczyna sie po 40-tce.Tak ja cz.3

Post autor: muflon2121 » 23 lip 2009, 21:59

są dwa wyjścia.
lbo ci ktoś na kartce przed wyjazdem napisze o co biega i będziesz pokazywać.
Albo sie spróbujesz po rosyjsku dogadać. W końcu w czasach młodości naszych rodziców oni byli republiką. Może ktoś ze starszych pamieta?
No jakbym ja sie miała całkiem solo w tym londynie dogadywać to róznie mogło to się skończyć :-0
Anima jak mi podasz prywatnego maila, to Ci parę fot wyslę

Awatar użytkownika
anima60
Rozmowna Beauty
Rozmowna Beauty
Posty: 643
Rejestracja: 14 sty 2005, 23:55

Re: Zycie zaczyna sie po 40-tce.Tak ja cz.3

Post autor: anima60 » 24 lip 2009, 01:31

muflon2121 pisze::badgrin: jadę na następne przeceny :-) czaję się w styczniu :-)
Ja się nie mogę tu przyzwyczaić. Chcę tam z powrotem !
A ja to jakiś popapraniec jestem - chciałam do domu. Zawsze tak mam. Wyjeżdżam podniecona i góra po dwóch tygodniach już mnie wszystko mierzi. Dublin mi się podobał przez pierwsze dni, ale ile można się gapić na ludzi. Zresztą tam wszyscy jacyś jednakowi, bezbarwni. Sklepy też takie jak u nas, żadnych targów staroci, bazarów, biżuterii... Ale ja miałam za przewodnika faceta i on mnie zaprowadził do sklepu... z instrumentami muzycznymi, ogromnego, z tysiącem gitar i i innych instrumentów. Na miejscu można pograć na czym się chce, ja wybrałam jakieś afrykańskie bębny. dobrze mi szło. Pokazał mi też wszystko co było warte obejrzenia, tylko w góry nie dałam się zawieźć /może następnym razem?/, bo jeżdżenie lewą stroną krętymi drogami, kiedy kierowca jeszcze niewprawny, to za dużo jak na moje nerwy. Nawet w mieście cały czas miałam śmierć w oczach, wydawało mi się, że za chwilę ktoś na nas wjedzie i na rondzie oczywiście wpadłam w panikę, kiedy pojechaliśmy w lewo a nie w prawo. Samo miasto z niską zabudową, ładne przedmieścia, z szeregowymi domkami, często z czerwonej cegły. Podobało mi się, że się nie odgradzają - są symboliczne murki albo namiastka ogrodzenia z żywopłotu. Od morza widać pojedyncze rezydencje, ale w sumie domy raczej skromne, nieco nawet zaniedbane, nie na pokaz, jak u nas. Jakieś kolorowe kwiatki sobie rosną, ale wyglądają tak jakby nikt się nimi nie zajmował . Nad morzem przy domach jest trochę palm, moze nawet ładniejszych niż w niektórych krajach południowych, bo niewyschniętych. Morze zimne, wlazłam. Widziałam kąpiące się dzieci. Ale oni wszyscy mają jakieś inne receptory na ciepło/zimno i kiedy ja siedziałam w swetrze i kurtce, panienki łaziły w sukienkach na ramiączkach, z gołymi nogami. Małe dzieci w wózkach też prawie gołe.
W całym mieście widziałam tylko parę ławeczek /w parkach są/, z lastryka czy czegoś podobnego. Nie da się usiedzieć nawet na czas wypalenia papierosa. Przysiąść można tylko w ogródkach przy knajpach. Knajpy mają swój urok- wszystko stare, trochę brudnawe i ciemne. Wejścia często obmalowane czerwoną farbą olejną. Menu niezbyt zachęcające i niesmaczne, ale tak za dużo to tam nie jadałam, więc moze nie miałam szczęścia. Nie widziałam nawet jednej osoby z laptopem. Tam w ogóle nie czuje się wielkiego świata. Polacy są niezbyt widoczni, ale jest dużo polskich sklepów. Jak nam się nie chciało gotować, to jadaliśmy w polskiej restauracji, gdzie mówiło się oczywiscie po polsku. Po angielsku nie trzeba było dużo gadać i Bogu dzięki, bo mam opory. Już sobie nawet postanowiłam, że zapiszę się na jakiś kurs /moze konwersacji?/, ale Muflon mi tu pisze, ze Jej się nie bardzo przydał, więc już nie wiem, może lepsze jakieś indywidualne lekcje?
Aaa, nie miałam niestety takiego dreszczyku przy zakupach, bo w sklepach czułam się tak jak w Polsce. Nie miał mnie kto zaprowadzić w jakieś szczególne miejsca. Kupiłam w ostatni dzień czerwoną tunikę/sukienkę i sweterek/bolerko w Zarze i torebkę - porządną, ale dość nudną, zdaje się że angielską
Ullrike Ty to sobie kup po prostu rozmówki, ale takie niezbyt rozbudowane, bo mozna się pogubić . Ja tak sobie radziłam kiedyś w Hiszpanii na prowincji, gdzie nikt nie znał angielskiego. Nawet się nie wysilałam, żeby mówić "po hiszpańsku" tylko np. na dworcu, w sklepie pokazywałam tekst i jakoś szło. No, ale na lotnisku, to nie wiem czy się tak da, chociaż w sumie najważniejszy jest numer bramki, a on jest na bilecie.

Awatar użytkownika
Sabrina
TOP Beauty
TOP Beauty
Posty: 4156
Rejestracja: 26 wrz 2007, 14:50

Re: Zycie zaczyna sie po 40-tce.Tak ja cz.3

Post autor: Sabrina » 24 lip 2009, 10:03

Ullrike ty musisz miec fajnego męża,ze zgadza sie na tak częste Twoje wyjazdy,bo przeciez zostaje z dzieciakami,i to jeszcze młodymi. Musi im gotować jak jest szkoła lekcje odrobic,no i kasy nie liczy na te Twoje wypady.
Ja bym nie dala rade z obcymi ludzmi spać w jednym pokoju :-| ani jednej nocy a co dopiero tyle dni!!!
Nie przepadam za spaniem poza domem,chyba ze to fajny urlop i porządny hotel. Jak byłam guwniarą to mogłam spac i w namiocie ale teraz jestem za wygodna. :roll:
co do jezyków to prawde,ze brak znajomosci ang,albo niemieckiego to kaplica.Dobrze ze w wiekszości hoteli na urlopach gadaja po niemiecku,al teraz jak bylam w Egipcie,to tylko po angielsku umieli no i córcie wszędzie posyłalismy,zeby cos sie dopytała ;)
"Bogactwo i uroda nigdy nie wyjdą z mody."

derek123
Aktywna Beauty
Aktywna Beauty
Posty: 181
Rejestracja: 19 cze 2008, 13:44

Re: Zycie zaczyna sie po 40-tce.Tak ja cz.3

Post autor: derek123 » 24 lip 2009, 14:37

No, mnie to kurs angielskiego pomógł, gdy parę lat temu musiałam certyfiakt zrobić, bo mi do Unii był potrzebny. Egzamin zdałam za pierwszym podejściem, kiedyś tam uczyłam się angielskiego i trochę mi się przypominało,ale przez rok zasuwałam całymi dniami, wyrzekłam się wszystkiego jak niewolnik jakiś, bo musiałam ten certyfiakat zrobić, wygrzebałam stare zeszyty jeszcze z liceum, współczesne taśmy itd, a najbardziej pomogło mi nieustanne słuchanie anglojęzycznych TV. Pod koniec to nawet fajnie mi się rozmawiało i to z rodowitymi Anglikami. Najgorsze to przełamać barierę mówienia, zdaje ci się, że mówisz źle, bo nie za bardzo poprawnie, a to trzeba mówić, lepiej, gorzej ale mówić, nieważne, że nie za bardzo poprawnie.
Tylko... to się tak fajnie pisze, gorzej w praktyce. Bo jak przestajesz mieć kontakt z językiem, nawet poprzez TV, to pomału zapominasz.
Mam nadzieję, że przez te dwa tygodnie nie zginę w tej Hiszpanii i Portugalii, ja trochę in English, mąż nieźle zna francuski. Ale dobrze radzicie, trzeba kupić rozmówki hiszpańskie i portugalskie.

Awatar użytkownika
muflon2121
Uzależniona Beauty
Uzależniona Beauty
Posty: 1383
Rejestracja: 09 paź 2007, 20:45

Re: Zycie zaczyna sie po 40-tce.Tak ja cz.3

Post autor: muflon2121 » 24 lip 2009, 21:09

Opisałam sie jak głupia i połączenie sie zerwało.
To nie jest tak, że mi kurs nie pomógł. Bardzo mi pomógł i polecam wszystkim. Ale raczej szkołę językową. Dla mnie barierą było nagle zetknięcie się z prawdziwym angielskim. Szybkie mówienie powodowało panikę. Najprostsze rzeczy zapominałam. Ale córka mi ciagle kogoś znajdowała do konwersacji. A to latynoskie małżeństwo, a to przyjaciół Azjatów. W ostatnim dniu byłam na lanczu z prawdziwym anglikiem i jego rozumiałam najlepiej. tak, że jest to kwestia czasu i przełamania oporów. Oporów, że mówimy źle. Trzeba mówić nawet najgorzej, ale mówic. Tak, jak pisze Derek.
Anima, facet to faktycznie nie jest najlepszym cicerone. Ja lubię podróże. Myslę o szkole językowej w Londynie. :badgrin:
Na Ciechocinek tez nabieram ochoty nawet na sobotę-niedzielę. I chyba sie kopne nawet jak w piatek urlopu nie dostanę. Znacie tam jakieś miejsca do spania?
Kupiłam w końcu kompa. Toshibę. ledwo zdążyłam, żeby do providera zadzwonić, żeby mi net pod nowy sprzęt uaktywnił. Kurczę, czemu ci komputerowcy sa takie tępe stworzenia? Rozmawiałam z dwoma (trza było znaleźć adres fizyczny sprzętu). Każdy każe go inaczej znajdować. Na wnerwiona propozycję, żeby przyszli i sami to zrobili mówią o kasie. Teraz komp łaczy sie z netem lub nie - jak chce. To do was pisze na drugim - starym kompie. Płace za dwustanowiskowy dostep. Drugie stanowisko wykorzystywane jest rzadko, ale problemów nie było. A tu masz. Dopiero w poniedziałek urzedolą. Urzędolą to najlepsze słowo. Bo jak już sama ten adres kompa w gąszczu zakładek znalazłam i im podałam to usłyszałam, że "za 10 minut komputer będzie w sieci".Było za 5 piąta, a oni pracują do piątej. Więc pytam czy jak nie, to moge po piatej dzwonić. Na co słyszę tonem rasowego urzednika call-center (wiecie o co chodzi ten sztucznie grzeczny ton i bezosobowo a płynnie wypowiadane niebotyczne idiotyzmy) " jezeli pani zadzwoni do piatej to oczywiście". No co zrobić? bluznąć? powiedzieć że idiota? nic nie da. Czy to wszystko musi tak działać, że trzeba tygodnie angażować żeby nalezycie chodziło? A panowie (PANOWIE) komputrowcy jakby mi laskę robili. Nadmieniam, że siec sprawdzałam w sklepie, więc nie jest to wina kompa.
No i tak. EEE, potkałabym sie z Wami już i pogadała.

Awatar użytkownika
ullrike
TOP Beauty
TOP Beauty
Posty: 3704
Rejestracja: 01 cze 2006, 08:41

Re: Zycie zaczyna sie po 40-tce.Tak ja cz.3

Post autor: ullrike » 25 lip 2009, 04:40

Sabrina ,ja sobie "wypracowalam" ten uklad z mezem.Raczej to zle niz dobrze,bo zdaje sobie sprawe ze jestem wredna zona,i srednia mama:)
Wychodze z tego zalozenia ze skoro potrafia zjesc ,to tak samo potrafia sobie ugotowac.Dlaczego utarlo sie ze kobieta ma byc w domu kuchara?w koncu on tak samo pracuje jak i ja.oboje cos tam zarabiamy,tyle samo ma czasu po pracy.A ja sie odchudzam ..jak on chce jesc to niech sobie gotuje,a jak sobie to i przy okazji dzieciom tez moze.
Sabrina,ja rowniez lubie komfort hahaha dlatego doszlam do wniosku ze nocleg w 6 osobowej sali jest wygodniejszy od noclegu na lawce na dworcu lotniskA:)Przeciez to nie wczasy tylko raptem dwie noce ,Jednym samolotem przylatuje drugim kursem odlatuje,wiec nawet nie zdaze sie zmeczyc .
Dzieki dziewczyny za rady ,tak zrobie ze wezme ze soba rozmowki,Mam jeszcze troche czasu ,poczytam ,wydrukuje sobie wszelkie polaczenia porobie trasy na viamichelin i jakos moze nie zgine:)
Na razie czytam ,i przygotowuje sie co mam zwiedzac .

Wkleje wam dwa kawaly o Finach ,oddajace ich menatalnosc..no ciekawe czy bede maial okazje to skonfrontowac:)

-W ZOO jest Amerykanin, Anglik i Fin i patrzą na
Słonia. Amerykanin myśli: ciekawe ile hamburgerów
można z niego zrobić, Anglik: ciekawe ile
dostałbym za te kły, Fin: ciekawe co ten słoń o
mnie myśli.

-Jedzie ojciec i dwaj synowie saniami przez
Finlandię: jadą godzinę i nikt nic nie mówi,
patrzą: dziewczyna, jadą drugą godzinę i jeden
mówi: fajna dziewczyna, po drugiej godzinie, drugi
mówi: Tak. A po piętnastu minutach ojciec mówi:
Ale z was gorące chłopaki

Muflon,swietnie ze masz Laptopka,doczekasz do poniedzlaku ,juz sie tak nie goraczkuj z tym netem:)Gratuluje zakupu Toshiba to uznana marka ,z pewnoscia dobry wybor.
Kurcze ja juz mialam namiary na godne rozwazenia kwaterki w Ciechocinku i gdzies mi to przepadlo.
Jest tych ofert w necie mnogo .Trzeba by bylo wykonac kilka telefonow.Ja tez nie chce brac urlopu na piatek,rozwzam przyjazd w piatek wieczorem,mam takie polaczenie autobusowe,a jak nie to w sobote.
Kwiat mowie zeby patzrec na lokalizacje ,zeby bylo blisko bo Ciechocinek willowy jest i rozciagniety.
Kwiatuszek zaczela swoje wczasy ,zaliczyla wczoraj noca droge przez meke.
Wiecie te burze ja w pociagu dopadly .Pociag stal najpierw tRZy godziny w polu pozniej nastepne dwie ,puszczony po jednym torze. Zamiast o 8 rano zajechala do Kudowy przed 15...jaja,nie?:)

Awatar użytkownika
Sabrina
TOP Beauty
TOP Beauty
Posty: 4156
Rejestracja: 26 wrz 2007, 14:50

Re: Zycie zaczyna sie po 40-tce.Tak ja cz.3

Post autor: Sabrina » 25 lip 2009, 09:34

Ula teraz dopiero zobaczylam ze TO DWA DNI!! a ja przeczytałam ze 6,a to sala sześcioosobowa,zle doczytałam. A wytłumacz mi jeszcze jak to jest z tym lotem i spaniem w tym hotelu? Czyli ty lecisz prywatnie,czy to jest jakas zorganizowana wycieczka,bo skąd bedą te inne osoby z którymi bedziesz spała? Oni tez lecą na ta wycieczke czy jak? Nie kumam tego?
Ja kiedys nie mogłam znaleść hotelu w Warszawie w miare taniego ale nie syfu,a potrzebowalam przespać sie dwie noce i taka znajoma podala mi na miary na jakis hotel,ale jak tam zadzwonilam to wałasnie recepcjonista poinformowala mnie ze bede w sali wieloosobowe,wiec zrezygnowałam. Czy u ciebie tez tak to wyglada,ze bedziesz spala i nie znała tych osób?
Fajnie właśnie że tak sobie lecisz od czasu do czasu i wcale nie oznacza to ze jestes zła matka czy zona.
Ja trzy lata temu przez rok co miesiac jezdzilam na dwa dni na taki kurs. Najpierw maz marudził,ze tyle pieniedzy,ze po co mi to..? musialo dojsć do paru awantur i sie zamknał,tylko ze ja nie mam swoich pieniedzy,ty masz lepiej.
Jak wyjezdzałam to mezowi i córce gotowalam na dwa dni,ale potem przestalam i kazałam mu w knajpie cos dla siebie i dziecka kupowaś,bo nie jest niedorozwiniety,zeby nie zorganizowal obiadu. Teraz czasem tez gdzies jade na dwa dni i mam w nosie ich obiady. Córka ma 16 lat wiec nie umrze jak nie zje raz na pare miesiecy.
Dawniej bardziej sie przejmowalam,miałam nawet wyrzuty sumienia,ze dziecko 12- to letnie zostawiam raz w miesiacu w weekend,ze biedna sama,bo mąż co sobote gra w noge,potem piwko....ale potem sobie to przetłumaczylam,a teraz to juz w ogóle o tym nie mysle tylko jade. :-)
"Bogactwo i uroda nigdy nie wyjdą z mody."

Zablokowany

Wróć do „Feel Free - Nie Krępuj Się”