Post
autor: rysiabe » 18 cze 2009, 17:41
Nie, Ullrike, nie kupował jej prezentów.Ani kwiatów.Żadnych. Ona też mu nie kupowała prezentów.
Wiem to na pewno.
Te drobiazgi kosmetyczne, bieliznę i skarpety sam sobie kupował.
Nie traktował jej jak kochankę. Nie uważał jej za kochankę.
Trudno to zrozumieć, ale na końcu tej historii wyjaśnię.Jeżeli zechcecie wysłuchać, oczywiście. Gdy Was znudzę, dajcie znać,.że już nie chcecie tych bzdur na forum.
Swoich kontaktów z nią nie uważał za zdradę.
Czy się w niej zakochał? Nie, nawet przez moment jej nie kochał.
Nigdy nie traktował jej poważnie.
Czy mnie przestał kochać wtedy? Nie, nie przestał.
Jak mógł się kochać w tym samym czasie również ze mną?
Nie wiem.
Ale nie był to sex-pańszczyzna. To się czuje.
Kim dla niego była?
Myślę, że przede wszystkim dobrą koleżanką, nie przyjaciółką, to ona mu się zwierzała. on nie.
Natomiast pod względem seksu - kimś w rodzaju prostytutki.
W gruncie rzeczy traktował ją lekceważąco, chociaż jej tego nie okazywał.
Ale wtedy o tym nie wiedziałam.
........("to co to było, jeśli nie zdrada" - zapytałam go po 20 latach. "Kurestwo -odpowiedział - zwykłe, chamskie,samcze, bydlęce kurestwo, opętanie, dla którego nie ma nazwy").........
.
Ale to później Wam napiszę resztę. Chcę na razie zakończyć pytanie pierwsze: jakie były jeszcze inne objawy zdrady. ?
Mieliśmy wtedy 3 zaprzyjaźnione pary, z którymi często się spotykaliśmy. Takie wieczory przy świecach i winie, imieniny, urodziny, kazdy pretekst był dobry,by się spotkać, wspólne sylwestry itd. To byli nasi koledzy i koleżanki ze szkoły i studiów. Przemili, dowcipni i sympatyczni, pomocni i niezawodni.Fajnie było bo braliśmy dzieciaki, które też się ze sobą zaprzyjaźniły.Po czwartym chyba pobycie w X zaczęły mu raptem śmierdzieć te spotkania. Że nudne jak flaki z olejem, nieciekawe, że mu się nie chce, że gdybym zobaczyła jacy fajni potrafią być ludzie w X, to bym zrozumiala.Najpierw sama chodziłam ale ile można było go tłumaczyć, że chory, że wyjechał, że ząb go boli.W końcu przestałam. Nie mogli pojąć, dlaczego się odizolowaliśmy.
I tak straciliśmy przyjaciół...
......(Po paru miesiącach poznałam tych "fajnych ludzi" w X na imprezie u - nazwijmy ją "Marzenką" - prywatce wydanej z okazji naszej wizyty.Po dwóch godzinach wszyscy ze wszystkimi się obściskiwali w tańcu (to też były zaprzyjaźnione małżeństwa państwa X), co chwilę jakś parka znikała na jakiś czas w kuchni, partnerzy się zmieniali, raz z jednym raz z drugim.Chyba jedynie ja i mój mąż nie chodziliśmy do kuchni, co nie znaczy, że mój mąż zachowywał się jak mój mąż(ale o tym potem). Nie wiem, po co tam chodzili do kuchni, ale w pewnym momencie nie zdzierżyłam i wyszłam do parku i tam sobie siedziałam , był to ciepły lipcowy wieczór, i tam mnie znalazł mój mąż. (to było takie fajne mieszkanie, dwa pokoje, z tego jeden ok.12 m, za to drugi jakieś 35m, idealne na imprezy, na parterze w zacisznej starej kamienicy przy parku)....
W czym się jeszcze zmienił mój mąż? Ano, jakoś tak zaczęły mu się nie podobać moje poglądy na pewne sprawy, sposób załatwiania problemów w pracy, zamiast doradzać, zaczął krytykować..itd. Więc poczułam się urażona, bo już przez niego straciliśmy przyjaciół, a teraz znowu taka nieoczekiwana krytyka, i przestałam mu opowiadać, co u mnie w pracy. Zresztą, przestało go to wtedy specjalnie interesować.
Krytyki nie uniknął również nasz jadłospis, raptem zaczął marudzić "po co te obrusy, serwetki, obiady trzydaniowe, surówki, pierdymałki, nie lepiej to kupować gotowe kurczaki z rożna, albo hotdogi d tego musztarda i spokój.I wygodniej i mniej roboty". Na mój protest, że przecież dziecko musi być zdrowo i w sposób zbilansowany karmione była riposta, że "inne dzieci nie są takie zbilansowane, a i tak dobrze się chowają i nie gorzej wyglądają od naszego".
...(Podczs wizyty u "Marzenki" zobaczyłam, że tak "chowane" sa jej dzieci. Ona nie przejmowała się gotowaniem. Po drodze z pracy kurczak z rożna, albo hotdog albo zapiekanka i obiad z musztardą albo keczupem gotowy. Do szkoły .......baton albo pączek (w domu nie jadało się śniadań), a na kolację zwykle drożdżówka.I spokój. Mama miała dużo czasu dla siebie.).....
Te uwagi i krytyki to nie były tak stale i nonstop. Poza tym bylo niby dobrze. Ale jakoś tak intuicyjnie wyczuwałam, że on na siłę szuka jakichś moich negatywnych stron.
Ale o intucji to innym razem.
Nie wolno lekceważyć przeczuć i intuicji.