Pojechaliśmy ze znajomymi na wakacje na mazury. Któregoś wieczora mojemu małżonkowi zachciało się sexu na łonie natury...
Postanowił zabrać mnie na maleńki wypad do lasu. Jakie są lasy na mazurach każdy, kto choć raz w życiu był wie :? .
Drzewa stoją w pięknych, równiutkich, równoległych rzędach, tak więc stojąc na jednym końcu lasu śmiało można zobaczyć, co dzieje się na drugim
Jednakże pomysłowość mojego małżonka mająca na celu urozmaicenie naszego pożycia znacznie wzrosła. Wymyślił, że nie ma nic lepszego niż nocny sex w łódce, na pobliskim jeziorze.
W tym celu wróciliśmy do wynajmowanego domu, żeby "doczekać ciemności" i zaopatrzyć się w niezbędne akcesoria (czyt. materac do podłożenia w łódce pod tyłek)
Gdy wybiła godzina zero wyruszyliśmy w kierunku łódki, a w tym czasie nasi znajomi wleźli na balkon domku zabierając ze sobą nasz osobisty noktowizor :? .
Mój małżonek zaczął dziarsko wiosłować... a znajomi wołać z balkoniku "widzimy was". W ten sposób wywiózł mnie chłopak na środek jeziora, dookoła noc, że czubka nosa nie widać, a te palmusy ciągle wrzeszczą, że nas widać.
Siedząc sobie na materacyku na dnie łódki zaczęłam odczuwać duży dyskomfort, bo zaczęło z niego złaźić powietrze
Gdy osiągnęliśmy już taką odległość od domku, że nikt nie mógł nas zobaczyć (później się okazało, że robili nas w konia, bo od godziny nic nie widzieli
Pokłóciliśmy się, przemokliśmy i zmarznięci wylądowaliśmy w pobliżu samochodu. Chcąć dokończyć kłótnię wleźliśmy w samochód i załączyliśmy ogrzewanie, a wtedy... tak pięknie zaparowały szyby, że świata nie było widać. Cieplutko, suchutko, wygodnie... rozkosznie








