czarna25-81 pisze:Wszystkim zbyt dobrym i miłym dziewczynom polecam lekturę "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy" Sherry Argov
A dla tych, ktore nie posiadaja tej ksiazki
tak jak ja polecam streszczenie

ze str. kobieta.gazeta.pl
Przetrwają tylko zołzy
Izabela Marczak2005-03-28,
Kochasz go i robisz dla niego wszystko. Porzucasz dawnych przyjaciół i własne przyjemności, każdy grosz wkładasz w budowanie wspólnego domu, w końcu... zostajesz na lodzie. Bo byłaś zbyt miła
Na początku była... miłość. 24-letnia Agnieszka, studentka nauk politycznych, poznała cudownego 31-letniego administratora floty samochodowej. Misiaczek był kochany, milusiński i czuły. Tak przynajmniej wydawało się Agnieszce, bo jej znajomi byli odmiennego zdania.
- Z kim ty się związałaś, kochana? - mówili przy każdym spotkaniu. - To cwaniaczek, gbur i prostak!
- Twoi znajomi to ludzie kompletnie nie na poziomie. Kompletna żenada takie towarzystwo, jak chcesz, to spotykaj się z nimi sama, dla mnie to obciach - mówił jej misiaczek..
Agnieszka przestała spotykać się ze swoimi przyjaciółmi. W życiu pary zakochanych zagościli wyłącznie znajomi "pana czułego".
- Jak kochasz, to płyniesz - opowiada dziś Agnieszka. - Zatracasz się w uczuciu, ufasz. Już wtedy intuicja podpowiadała mi, rzuć go, nie brnij dalej w ten związek, ale lekceważyłam ją, tłumacząc, że to zwykłe wątpliwości, które muszą się pojawić, gdy drugiemu człowiekowi oddajesz wszystko.
A Agnieszka oddała wiele. Dla Mr Czułego poświęciła studia doktoranckie, by odciążyć go finansowo, i wzięła dodatkową pracę, by mogli wziąć kredyt na wspólne mieszkanie.
- Mieszkaliśmy razem na 20 m kw. - mówi. - Postanowiliśmy kupić coś większego. Wzięliśmy 130 tys. kredytu, resztę 50 tys. po połowie dopłacili nasi rodzice.
W komisie kupiła używany samochód, ale misiaczek przekonał Agnieszkę, że bryka jest kiepska, a on, pracując w firmie samochodowej, może jej załatwi coś lepszego.
- Sprzedał mój samochód za 20 tys. i załatwił lepszy za 40 tys. - opowiada. - Tyle że samochód zarejestrował na siebie.
Samochód kupiony, mieszkanie kupione i urządzone. Najwyższy czas, by się wprowadzić i wieść szczęśliwe życie.
- Tymczasem słyszę od niego: "Czuję się osaczony. Nie jestem gotowy na wspólne życie. Potrzebuję czasu" - wspomina Agnieszka. "Jak ty to sobie wyobrażasz?" - zapytałam go, "Mam się wyprowadzić?". "Owszem, zabieraj się stąd" - usłyszałam.
Z dnia na dzień Agnieszka została bez ukochanego, bez środków na życie i bez przyjaciół.
- Nie miałam, gdzie mieszkać, za co wynająć mieszkania i tonęłam w długach - mówi. - Nasi (jego i moi) znajomi raptem przestali mnie poznawać na ulicy. Wstyd mi było prosić o pomoc rodziców. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić.
Pomogli jej starzy znajomi. Za półdarmo wynajęli jej mieszkanie, wspierali psychicznie. Ale ona i tak prawie pół roku co wieczór po zajęciach fitness, które prowadziła, przychodziła do domu i płakała.
- Aż wreszcie zdarzył się wypadek, który przywrócił mi świadomość - opowiada. - Na zajęciach mój ulubiony ćwiczący 50-letni żywiołowy pan Marek miał zawał. Umarł na moich rękach. Siedziałam przy nim przez kilka godzin, czekając na przyjazd jego rodziny, i nagle pomyślałam: "Życie jest takie krótkie, a ja się bujam z takim kutafonem, przejmuję się takim żałosnym farfoclem".
Agnieszka stanęła na nogi. Wynajęła adwokata, wniosła do sądu sprawę przeciw "misiaczkowi" i ją wygrała. Dziś 28-letnia Agnieszka po dwóch latach nieudanego związku i dwóch walki w sądzie mówi:
- W związku i w życiu trzeba być twardą suką. Inaczej faceci cię zeżrą. Dziś nie jestem już w stanie nikomu zaufać w stu procentach. Sama o sobie decyduję, sama sobie radzę i nie rezygnuję z własnych potrzeb dla nikogo. No chyba, że dla mojego psa - dodaje ze śmiechem.
Co by było, gdyby...
...Agnieszka od początku była zołzą?
(Według Sherry Argrov, autorki książki "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy?")
Zołza, nawet gdyby się w tym "misiaczku" zakochała, ich związek nie przetrwałby dłużej niż dwa tygodnie, więc nie doszłoby nawet do problemów finansowych. Wyrafinowany cwaniaczek nie przebrnąłby przez wymagania zołzy. Ta bowiem kategorycznie broniłaby swojej niezależności, nie poświęciłaby spotkań ze swoimi znajomymi na rzecz jego koleżków czy chociażby na to, żeby spędzać więcej czasu z nim. Nie robiłaby cielęcych oczu za każdym razem, kiedy on wraca z pracy, nie dałaby mu poznać, że świata poza nim nie widzi, a co już w ogóle w grę nie wchodzi, wykluczone, żeby pokazała mu, że w jakikolwiek sposób jest od niego zależna, nawet gdyby była. Bo prawdziwa zołza potrafi tak rozegrać sytuację, że facet uważa, że siła i decyzyjność leżą po jej stronie. Nie jest jędzą ani wrednym babsztylm, jakiego gra Joan Colins w "Dynastii", lecz przeciwieństwem "zbyt miłej" kobiety. Takiej, która daje wszystko mężczyźnie, którego ledwie zna, niewiele od niego wymagając.
"Miłe dziewczyny powinny wiedzieć to, co świetnie rozumie zołza, że nadgorliwość w zadowalaniu mężczyzny pozbawia nas jego szacunku i bywa powodem rozpadu związku".
"Zołza potrafi dawkować czas, który poświęca mężczyźnie. Raz jest do dyspozycji, innym razem nie. Ale jest miła - tłumaczy autorka. - Miła na tyle, żeby brać pod uwagę, kiedy on miałby ochotę ją widzieć, i czasami się dostosować. Efekt? Żadnej przewagi".
Gdyby więc Agnieszka była zołzą, to on zapewne nigdy nie chciałby powiedzieć jej "wypier...", bo zbyt by go intrygowała jej siła, niezależność i niedostępność. Może nawet byłoby jeszcze inaczej - "Mr Misiaczek" bałby się, że może zostać przez nią wyrzucony za drzwi w samych gaciach i bez grosza w kieszeni.
"Dlaczego mężczyźni kochają zołzy" Sherry Argrov, wyd. G+J, Warszawa 2005. Cena 29,90 zł