Po pierwsze: w ogole nie interesuje sie co u nas,a mieszkamy za granica,tylko wtedy jak pieniazki "pozyczalismy",jak odkladamy na siebie(bo po to tu jestesmy i po to zalozylismy wlasna rodzine) przestala sie w ogole interesowac.
Nigdy ale to NIGDY przez te kilka lat co znam meza nie zadzwonila zeby mi zlozyc zyczenia na urodziny,czy imieniny. Do niej dzwonilismy na kazde swieto! A najlepsze,ze miala pretensje do synusia,ze powinien jej w walentynki cos kupic
Na nasz slub przyszla na gotowe,doslownie nie zalatwila NIC,bo jej po drodze nie bylo. Moi rodzice musieli wszytsko pozalatwiac.
Ilekroc bylismy w Polsce(caly czas nocujemy u moich,stołujemy sie itp) ona nigdy nie zaprosila nas na obiad albo zeby przenocowac. A potem miala pretensje,ze nie przyjezdzamy. Jak kilka razy kiedys bylismy ja odwiedzic(na godzinke) to akurat musiala gdzies wyjsc do sklepu! A widzimy sie moze raz czy dwa do roku!









ale bylabym gotowa wyniesc sie nawet na Madagaskar byle daleko od niej.