Tak....jest mi dzisiaj bardzo,bardzo smutno,a wlasciwie to takie polaczenie uczucia smutku ze wsciekloscia,bezsilnoscia i rozdarciem wewnetrznym...(mam nadzieje,ze Wy dziewczynki wiecie o co mi chodzi

)Jak dobrze,ze moge sie tutaj "wyplakac",bo nawet moj maz mnie nie rozumie...tylko twierdzi,ze "to moja wina",bo jestem zbyt "tolerancyjna"...
Chodzi o to,ze znow sie zawiodlam na kims kogo uwazalam za przyjaciela,kogo znam juz na tyle dlugo,ze wydawalo by sie,ze "konie mozna by krasc z ta osoba",a jednak...chyba juz nie...i wlasnie dlatego jest mi tak cholernie przykro,ze pomalu zaczynam tracic wogole wiare w "prawdziwa przyjazn"...a z drugiej strony wiem,ze ta osoba teraz tego zaluje,bo w momencie kiedy "zranila" mnie nie byla soba...i wlasnie dlatego czuje roniez taka bezsilnosc i "rozdarcie"....Czasem sie zastanawiam dlaczego jestem taka glupia i tak trudno mi poprostu powiedziec pare przykrych slow,zignorowac,olac kogos na kim mi zalezy.
Moj najlepszy przyjaciel,od kad zaczal od "czasu do czasu" "podpalac" chasz strasznie sie zmnienil...wiem-nic w tym dziwnego w koncu kazdy chyba wie jak "to gowno"potrafi "zamacic w glowie i z inteligetnego,uroczego poprostu - "czlowieka-dusze "-w tym przypsadku zrobic "zwykla szmate"(przepraszam za wyrazenie,ktore naprawde z trudem przechodzi mi przez gardlo w tym przypadku szczegolnie -ale to prawda...

)Ja sie naprawde staralam z calych sil pomoc mu ,odwiezc go od tego,tylko,ze to jest bardziej skomplikowany temat dlatego,ze on zaczol palic wlasnie dlatego,ze w pewnym momencie nie potrafil sie "odnalezc"
Najgorsze w tym wszystkim jest to,ze niestety ja w tym temacie nie bylam w stanie mu pomoc...no i wtedy zaczal uciekac w to...gowno
Kiedy jest "czysty "to wiadomo dalej jestesmy najleprzymi przyjaciolmi,przychodzi mowi mi,ze mnie" kocha" i nie wyobraza sobie zeby mnie zabraklo i pyta czy ja jego tez jeszcze potrzebuje...?(dla jasnosci on jest gejem)Moj maz sie pieni bo twierdzi,ze on mnie "wykorzystuje" bo znalazl sobie "mamusie" do ktorej po wszystkim moze przyjsc i sie wyplakac...tylko,ze jak on mnie nie potrafil zrozumiec,albo jak sie z nim poklucilam to ja tez szlam do niego sie wyplakac i zawsze znalazlam w nim oparcie,czasem wrecz mialam wrazenie,ze nikt mnie tak nie rozumie jak on...byl dla mnie jak brat...nawet wszyscy nasi znajomi zawsze mowili,ze miedzy nami jest taka bardzo,wrecz"magiczna"wiez,ktora sie normalnie wyczowa"w powietrzu" kiedy jestesmy w towarzystwie i przysiegam,ze nidgy nawet jak czasem "wypilismy" cos wiecej na imprezce nie doszlo do zadnego "kontaktu fizycznego".
Rycze teraz jak bobr i czuje sie taka osamotniona...w srode mial urodziny i dzisiaj organizuje impreze z tej okazji...wczoraj byl u Nas "czysty"z zaproszeniem,potem jeszcze raz dzwonil do mnie,ze widzimy sie jutro,ze zadzwoni jeszcze dzisiaj...no i zadzwonil tyle,ze o 22,w dodatku juz "zrobiony" pyta kiedy przyjdziemy...?Jak uslyszalam,ze juz jest "cieply" to powiedzialam mu,ze dupa- nigdzie nie ide...tylko ja wiem ile mnie to kosztowalo i wiem,ze on tez mimo tego,ze pewnie w tej chwili sie dobrze bawi pod wplywem "tego czegos" to jutro zadzwoni i ....
A wiecie co...czasem to mi sie wydaje,ze ja to wogole jestem "jakas inna " i nie stworzona do tego co sie dzisiaj dzieje na tym "parszywym swiecie.Siedze teraz wystukuje tutaj swoje zale,a moj maz sie drze z drugiego pokoju: a ja Ci zawsze od samego poczatku mowilem,ze to jest zwykly smiec...ciota.

a ja choc teraz jestem na niego wsciekla,wiem ze tak nie jest i go bronie,ze to nie ON tylko to"gowno "ktore wzial...
Ale sie spisalam..chyba mi troche lepiej nawet jesli wiekszosc z was po przeczytaniu tego uzna mnie za idiotke... :?
