No wiec tak dziewczynki....
Chyba jest mi troche lepiej i staje na nogi bo zaczelam myslec wczoraj o tym by sie od niego wyprowadzic...wiecie...takie co by bylo gdyby...?Jak wrocilam z pracy to od razu go przyatakowalam pytaniem czy chcialby odkupic moja polowe mieszkania i ja sie ulokuje gdzie indziej(ostatnim razem jak ja chcialam od niego polowe odkupic, to zgrywal chojraka i powiedzial ze sam wezmie pozyczke i to samo moze mi zaproponowac)Wtedy nie wiedzialam ile mam przyjaciol i ze bede miala tyle miejsc by sie zatrzymac....
I wiecie co....on spuscil troche z tonu i powiedzial"...a skad ja wezme pieniadze na Twoja polowke..."To ja mu mowie ze on pewnie wroci tu we wrzesniu z polski a potem w grudniu moze sie wyprowadzac....a on na to ze dlaczego w grudniu on nic ie planuje....Stanelo na tym ze kupi osobne lozko i bedzie spal w duzym pokoju....a potem jak przyjdzie co do czego to sie wyprowadzi a ja kogos znajde do pokoju.....
I mam go w nosie, zwisa mi i powiewa i cos mi sie juz w serduszku zmienilo i mam sie lepiej.Wczoraj mialam super pogadanke z kumpela , ktora pracowala z nami i zna Go bardzo dobrze i nie lubi....i tylko mi powiedziala"...M....? mam Ci go obrzydzic? No to prosze bardzo...." i uslyszalam cala uzdrawiajaca litanie nieszczegolnych opisow mojego bylego , jak bardzo nie pasowalismy pod wzgledem charakterow,urody, ze on prostak,cham,glupek,pusty i nikt go nie lubi i tylko moze zaimponowac mlodszym kolegom..."
Co za ulga...no i czuje sie wspaniale...mieszkmy razem ale jest mi dobrze ...bo nie jestem sama mam przyjaciol i na nich moge liczyc...i NA WAS DOBRE DUSZKI TEZ. A pojutrze juz bede w domku

caluski