Wpadłam do domu na obiad i kawę. Tu też dają głównie Americanos, a na obiad je się nozem i widelcem kanapki. Ja wolę inne menu, więc sobie grzeję jakieś ptaszki.
Byłam na zakupach. Odwołuję to co wcześniej pisałam. Dzisiaj były tłumy w sklepach. Mnie nic nie zachwyciło. Ciuchy jakieś bure i nie wiem czy ci Irlandczycy chodzą tak nieciekawie ubrani, bo nie mają wyboru, czy handel dopasowuje się do ich gustu. Może kupię torbę? - żadne cudo, ale dostałam kieszonkowe

, to muszę wydać.
Zaraz wyruszam znów w miasto, ale teraz idę poczuć... atmosferę.
Ciechocinek u mnie niewykluczony, ale muszę się po powrocie zorientować czy mam wolny weekend.