życie po 30-stce :)

Wolne tematy, dyskusje, tutaj możecie rozmawiać o wszystkim. Nasze codzienne i niecodzienne sprawy.

Moderator: Zespół I

derek123
Aktywna Beauty
Aktywna Beauty
Posty: 181
Rejestracja: 19 cze 2008, 13:44

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: derek123 » 20 cze 2009, 17:02

Rysiabe, twoja historia jest tak pasjonująco opisana, że czyta się jednym tchem.Co dalej, jak to się skończyło?

Awatar użytkownika
lilly22
Bywalec Beauty
Bywalec Beauty
Posty: 137
Rejestracja: 09 maja 2008, 12:29

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: lilly22 » 21 cze 2009, 01:14

O matko dziewczyny,ja tu mialam do nadrobienia chyba z ponad 15 stron....Rysiubabe pisz,prosze bo nie moge doczekac sie konca Twojej historii...jednoczesnie bardzo Ci wspolczuje,straszne to wszystko
15.10.08 dr.Skupin, mentor okragle 400 hp

rysiabe
Nowicjusz Beauty
Nowicjusz Beauty
Posty: 47
Rejestracja: 16 cze 2009, 22:18

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: rysiabe » 21 cze 2009, 03:27

Sabrina: wezwał pogotowie, to było najpierwsze co zrobił.Potem wpadł do kuchni, naszykował gar wody z solą, zaniósł mnie do łazienki, nabierał kubkiem tej wody i zmuszał mnie do picia.Pogotowie przyjechało po półtorej godzinie, to był rok 90-ty, a nie 2009-ty.
(Tak psioczy się teraz na służbę zdrowia, a ja dwa dni temu wzywałam pogotowie o 4-tej rano.Jeszcze nie skończyłam się ubierać, a już byli, 3-osobowa grupa, nie wiem, czy 10 min.upłynęło)

Maja:
- To nie tak, że"okłamywał mnie a ja wierzyłam, że nie opuści mnie aż do śmierci".Ja nie musiałam wierzyć czy nie wierzyć. Ja WIEDZIAŁAM, że tak zrobi (za długo, by wyjaśniać, dlaczego). Ja wcale nie chciałam, by "nie opuszczał mnie aż do śmierci", wręcz przeciwnie, chciałam go zmusić do odejścia, chciałam, by mnie wreszcie opuścił. Liczyłam na to, że jak mu pokażę pozew i potraktuję jak śmiecia, to będzie miał na tyle honoru, by odejść.Po jego słowach jasne się stało, że długo, za długo będę walczyć o jego odejście, a wykończę tym nie jego tylko nasze dziecko.
- I też nie tak, że "podświadomie liczyłam, że znowu będzie tak jak dawniej". Ja wiedziałam, że już nigdy nie będzie tak jak dawniej i nie chciałam nawet, by było tak jak dawniej. Raz utraconego zaufania właściwie nie sposób odzyskać.
- Ja nie "zrezygnowałam" wtedy z rozwodu, tylko "odłożyłam" go na później. Powiedziałam mu, że zostanę z nim do czasu, gdy dziecko dorośnie.
- Co do "kobiety godnej zaufania" to rzeczywiście nie znałam nikogo takiego. Sparzyłam się kilkakrotnie na tzw. przyjaciółkach i kobietach godnych zaufania i już potem nigdy przed nikim się nie zwierzałam. Połknięcie prochów nastąpiło po tym jak "zdjęłam z siebie kolczugę", czyli pozwoliłam sobie na odruch litości w stosunku do niego, wyłączyłam barierę ochronną. I można mnie było zranić. Dobiła mnie informacja o "E" - "no tak, jeszcze jedna przyjaciółka mnie zdradziła", a nie to, że zdradził mnie z "E".
- Mówiąc mi o "E" nie chciał mnie mnie zranić. Sądził, że spłynie to po mnie jak po gęsi. "E" traktowało się z przymrużeniem oka: fajna koleżanka do pogadania, uczynna, sympatyczna ale "E" była znana z szybkich numerków z kim popadnie, nawet w windzie z akurat jadącym tam nieznajomym rajcującym facetem, robiła to "dla sportu", "dla higieny psychicznej", "dla rozrywki" i nie robiła z tego tajemnicy, wszyscy znajomi o tym wiedzieli. Uwielbiała taki "dreszczyk adrenaliny". I nie zależało jej na żadnym związku z facetem, tylko na szybkim numerku ,a potem "spadaj koleś".Bzyknięcie z "E" nie znaczyło nic. Tylko, że "E" nigdy nie robiła tego z mężami znajomych. Miała swój swoisty kodeks moralny. Mówiąc mi o "E" chciał za wszelką cenę spowodować, bym już więcej nie drążyła tematu "M". Wiedział, że jak się przyzna, to go zniszczę, unicestwię, będzie spalony wszędzie, w pracy, wśród znajomych, wśród rodziny, a teściowie staną za mną i za jedyną wnuczką, a jego wykopią raz na zawsze z serca i rodziny (znając ich, to tak właśnie by zrobili).Był jeszcze jeden powód, o którym się póżniej dowiedziałam. Otóż w czasie mojej 10-dniowej chyba nieobecności dała mu popalić "Marzenka", bo dotarły tam moje listy, które wywarły swój skutek. Bał się, sk..syn, skórkojad jeden (bardzo mi się spodobało określenie angeli31), że teraz to dopiero dobiorę się do "Marzenki".I słusznie, bo zemsta moja przerosłaby kilkakrotnie to, co ona mi zrobiła.
- Maja, czy Ty jesteś psychologiem?

- Angela31- dostał, dostał za swoje, i po głowie i po gębie i wszędzie. Tylko później. Tzw. "sprawiedliwość dziejowa" go dopadła.I od Boga i ode mnie. Było tak jak to śpiewał mój nieodżałowany mistrz Okudżawa..."za każdy krok fałszywy, za każdy błędny krok, zapłacisz życiu grzywnę, dostaniesz sójkę w bok"

Ullrike: masz rację, czytywałam to forum (nie tylko to, równiez inne o urodzie) gdzieś tak od dwóch, trzech lat, podczas cotygodniowych towarzysko-kosmetycznych "seansów" w mieszkaniu u mojej zaprzyjaźnionej fryzjerko-manicuro-kosmetyczki", na jej nicku,ona jest stale zalogowana, dużo czyta ale raczej nie pisze. Tylko, że teraz wyszła za mąż i już nie chodzę do niej do domu tylko do zakładu, a tam nie ma komputera. Więc musiałam się samodzielnie zalogować, a ponieważ powstał ten nowy fajny wątek to postanowiłam tu popisać.Takie miłe jesteście i pomocne...

Lilly: nie współczuj mi, bo nie ma czego, chyba, że mojej głupoty i naiwności. Nie takie straszne to wszystko.Są gorsze historie.On mnie ani nie bił, ani nie ubliżał, ani nie pił, ani nie gwałcił, gdy ja warczałam i awanturzyłam się to on nigdy głosu nie podniósł, gdy się kłóciliśmy to ja wrzeszczałam a nie on. Spoko, ta historia nie skończyła się tragicznie. Któraś tu napisała, czy gdzieś na innym wątku, że takich historii jest wiele tylko kobiety o tym nie piszą.Zaczynałam to pisać w momencie lekkiego doła, ale już jest lepiej. Cieszę się, że dobrze się bawicie. Może ktoś na tej historii skorzysta, może ktoś się pobawi, niektórych może to denerwuje, ale przecież nie ma przymusu czytania, a różni ludzie mają różne poglądy.Dobrze je poznać. Podobno doświadczeń nie jest nigdy za dużo. W pewnym momencie już odeszła mi ochota do pisania, ale skoro tyle dziewczyn chce dalszego ciągu, to postaram się jakoś to ciągnąć.
Fajne jest takie babskie forum i że żadne chłopstwo tu się nie plącze.

Awatar użytkownika
nesia
Przyjaciel Beauty
Przyjaciel Beauty
Posty: 3812
Rejestracja: 29 gru 2006, 12:47

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: nesia » 21 cze 2009, 08:38

I dobrze że tu piszesz, trzeba się wygadać, wywalić z siebie żal, złe doświadczenia a przy okazji może ktoś "skorzysta" z Twojego błędu - to ja pisałam że takich histori jest wiele, jednak każda z nich jest opowieścią innej osoby i to jest ciekawe...
23.02.07 - ;)

Uroda to weksel honorowany na całym świecie za okazaniem.
Giacomo Casanova

Awatar użytkownika
szpaczek
Przyjaciel Beauty
Przyjaciel Beauty
Posty: 2410
Rejestracja: 12 gru 2005, 19:50

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: szpaczek » 21 cze 2009, 08:55

rysiabe Ty nas nie strasz ze odchodzi Ci ochota na pisanie bo to może wywołać zamieszki w kraju ;)
WYZNANIE EX-DZIEWICY
Diabłu dam miłą chwileczkę
By zaś odpust zjednać
Panu Bogu świeczkę
Mnie już niepotrzebna
Jonasz Kofta

Awatar użytkownika
bbpp77
Przyjaciel Beauty
Przyjaciel Beauty
Posty: 1799
Rejestracja: 13 lip 2005, 10:05
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: bbpp77 » 21 cze 2009, 09:04

popieram szpaczka :-)
rysiabe pisze: Tylko później. Tzw. "sprawiedliwość dziejowa" go dopadła.I od Boga i ode mnie.
I ta część mnie najbardziej interesuje....
bo w życiu chodzi o to by być trochę niemożliwym...

Awatar użytkownika
dosia
TOP Beauty
TOP Beauty
Posty: 1707
Rejestracja: 15 lis 2008, 12:36

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: dosia » 21 cze 2009, 09:20

tak rysia pisz , pisz....

Awatar użytkownika
Sabrina
TOP Beauty
TOP Beauty
Posty: 4156
Rejestracja: 26 wrz 2007, 14:50

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: Sabrina » 21 cze 2009, 10:15

szpaczek pisze:rysiabe Ty nas nie strasz ze odchodzi Ci ochota na pisanie bo to może wywołać zamieszki w kraju ;)
Ha ha ,nie moge :bravo 8-)
"Bogactwo i uroda nigdy nie wyjdą z mody."

rysiabe
Nowicjusz Beauty
Nowicjusz Beauty
Posty: 47
Rejestracja: 16 cze 2009, 22:18

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: rysiabe » 21 cze 2009, 10:26

Szpaczek, naprawdę? wprawiłaś mnie w dobry humor swoją uwagą i trudno mi będzie pisać, śmieję się teraz. Dowcipna jesteś.

bbpp - a więc c.d. (prawie jak u Kraszewskiego, ha,ha,ha).

Skończyłam na tym, że do końca listopada owego roku byłam niemową. Nie to , żebym była zła, wściekła czy coś.W pracy tryskałam energią, dowcipem, błyskotliwością (to był początek mojej błyskawicznej kariery zawodowej, o której wcale nie marzyłam, ale działa się sama,tak jakby Bozia chciała mi dać coś w zamian).Nikt nawet przez moment niczego się nie domyślał.Taki sam idylliczny obraz miała rodzina. Tylko , gdy wracałam do domu to dopadała mnie "niemowatość", obojętność,apatia,niebyt.Potrafiłam godzinami siedzieć przy naszym słynnym stole w kuchni (przy którym niegdyś prowadziliśmy "długie nocne "Polaków rozmowy," nieraz do białego rana, i nigdy nie było nam dość tych pogawędek).Teraz potrafiłam godzinami bezmyślnie siedzieć przy tym stole w milczeniu.

Pewnego dnia, gdy wróciłam z pracy zastałam go zwijającego się z bólu, wyjącego na podłodze. Jak się potem okazało, był to kamień nerkowy, który wydostał się już do przewodu moczowego i nie mógł ruszyć dalej, drugi kamień był w nerce.Widziałyście kiedyś kogoś w takim stanie? To ból paraliżujący.Nie mógł nawet wstać do telefonu, by wezwać pomoc.Poród przy tym to pestka. Przy porodzie są chwile przerwy w bólu, a tu nie.I każdy ruch wzmaga ból.Potem lekarze orzekli, że prawdopodobną przyczyną była ta końska dawka leku, który brał półtora roku wcześniej i towarzysząca mu, już nie końska, a słoniowa dawka penicyliny.

To był drugi objaw kary boskiej (pierwszym była ta straszna rzadka choroba, o której pisałam).


Nie wiem, czy to był objaw kary boskiej (czy tak miało być), ale wygodnie mi tak sądzić.Ale chyba sam sobie ściągnął na łeb tę chorobę, bo jak gdzieś wyczytałam, jedną z przyczyn tej choroby jest stres (inne przyczyny u niego nie występowały). A żył on w nieustannym (potwornym, jak się później dowiedziałam) stresie po wizycie Marzenki (imię zmienione) z dziećmi u nas.A więc...była to kara boska, nie?

Ale największą karą (też się później dowiedziałam) byla moja apatia i milczenie. Wtedy nie traktowałam to jako kary. Po prostu tak się działo.

Awatar użytkownika
ullrike
TOP Beauty
TOP Beauty
Posty: 3704
Rejestracja: 01 cze 2006, 08:41

Re: życie po 30-stce :)

Post autor: ullrike » 21 cze 2009, 10:55

Tak jest Rysia pisz ,absolutnie nie przejmuj sie co kto na ten temat sadzi i jak odbiera.
Zdan moze byc tysiac i kazdy ma prawo do swojego zdania,ja jestem strasznie nieufny skorpion dlatego wszedzie lubie weszyc podstep:) ;) wiec mna sie nie przejmuj:)
Ciekawe jest to co piszesz,....sama chyba jednak bym sie tak nie wyzewnetrznila .Nawet anonimowo:)..pewnie nie umialabym albo i emocje sprzed 6 lat(u ciebie 20) sa juz tak slabe ze nie potrafilabym ich przelac dosc ekspresyjnie
.Mysle ze kazda z nas ma ciekawa historie swojego zycia,z ktorej wyszlaby niezla powiesc:)
Ja ja sama czegos nie przezyje cudze przypadki mnie nie naucza,no ale to moje zdanie .Dziewczynom 30 predzej sie moze przydac.
Brakuje tu dwoch opowiesci,mianowicie ze strony meza i "marzenki".Odpowiednio przelane i opowiedzine ,sadze ze namieszaloby w glowach czytelniczek.
Moze nie byloby takich jednoznacznych komentarzy .
Poglady na zycie oo bardzo sie z wiekiem zmieniaja:)

ODPOWIEDZ

Wróć do „Feel Free - Nie Krępuj Się”