Sabrina: wezwał pogotowie, to było najpierwsze co zrobił.Potem wpadł do kuchni, naszykował gar wody z solą, zaniósł mnie do łazienki, nabierał kubkiem tej wody i zmuszał mnie do picia.Pogotowie przyjechało po półtorej godzinie, to był rok 90-ty, a nie 2009-ty.
(Tak psioczy się teraz na służbę zdrowia, a ja dwa dni temu wzywałam pogotowie o 4-tej rano.Jeszcze nie skończyłam się ubierać, a już byli, 3-osobowa grupa, nie wiem, czy 10 min.upłynęło)
Maja:
- To nie tak, że"okłamywał mnie a ja wierzyłam, że nie opuści mnie aż do śmierci".Ja nie musiałam wierzyć czy nie wierzyć. Ja WIEDZIAŁAM, że tak zrobi (za długo, by wyjaśniać, dlaczego). Ja wcale nie chciałam, by "nie opuszczał mnie aż do śmierci", wręcz przeciwnie, chciałam go zmusić do odejścia, chciałam, by mnie wreszcie opuścił. Liczyłam na to, że jak mu pokażę pozew i potraktuję jak śmiecia, to będzie miał na tyle honoru, by odejść.Po jego słowach jasne się stało, że długo, za długo będę walczyć o jego odejście, a wykończę tym nie jego tylko nasze dziecko.
- I też nie tak, że "podświadomie liczyłam, że znowu będzie tak jak dawniej". Ja wiedziałam, że już nigdy nie będzie tak jak dawniej i nie chciałam nawet, by było tak jak dawniej. Raz utraconego zaufania właściwie nie sposób odzyskać.
- Ja nie "zrezygnowałam" wtedy z rozwodu, tylko "odłożyłam" go na później. Powiedziałam mu, że zostanę z nim do czasu, gdy dziecko dorośnie.
- Co do "kobiety godnej zaufania" to rzeczywiście nie znałam nikogo takiego. Sparzyłam się kilkakrotnie na tzw. przyjaciółkach i kobietach godnych zaufania i już potem nigdy przed nikim się nie zwierzałam. Połknięcie prochów nastąpiło po tym jak "zdjęłam z siebie kolczugę", czyli pozwoliłam sobie na odruch litości w stosunku do niego, wyłączyłam barierę ochronną. I można mnie było zranić. Dobiła mnie informacja o "E" - "no tak, jeszcze jedna przyjaciółka mnie zdradziła", a nie to, że zdradził mnie z "E".
- Mówiąc mi o "E" nie chciał mnie mnie zranić. Sądził, że spłynie to po mnie jak po gęsi. "E" traktowało się z przymrużeniem oka: fajna koleżanka do pogadania, uczynna, sympatyczna ale "E" była znana z szybkich numerków z kim popadnie, nawet w windzie z akurat jadącym tam nieznajomym rajcującym facetem, robiła to "dla sportu", "dla higieny psychicznej", "dla rozrywki" i nie robiła z tego tajemnicy, wszyscy znajomi o tym wiedzieli. Uwielbiała taki "dreszczyk adrenaliny". I nie zależało jej na żadnym związku z facetem, tylko na szybkim numerku ,a potem "spadaj koleś".Bzyknięcie z "E" nie znaczyło nic. Tylko, że "E" nigdy nie robiła tego z mężami znajomych. Miała swój swoisty kodeks moralny. Mówiąc mi o "E" chciał za wszelką cenę spowodować, bym już więcej nie drążyła tematu "M". Wiedział, że jak się przyzna, to go zniszczę, unicestwię, będzie spalony wszędzie, w pracy, wśród znajomych, wśród rodziny, a teściowie staną za mną i za jedyną wnuczką, a jego wykopią raz na zawsze z serca i rodziny (znając ich, to tak właśnie by zrobili).Był jeszcze jeden powód, o którym się póżniej dowiedziałam. Otóż w czasie mojej 10-dniowej chyba nieobecności dała mu popalić "Marzenka", bo dotarły tam moje listy, które wywarły swój skutek. Bał się, sk..syn, skórkojad jeden (bardzo mi się spodobało określenie

i31), że teraz to dopiero dobiorę się do "Marzenki".I słusznie, bo zemsta moja przerosłaby kilkakrotnie to, co ona mi zrobiła.
- Maja, czy Ty jesteś psychologiem?
- Angela31- dostał, dostał za swoje, i po głowie i po gębie i wszędzie. Tylko później. Tzw. "sprawiedliwość dziejowa" go dopadła.I od Boga i ode mnie. Było tak jak to śpiewał mój nieodżałowany mistrz Okudżawa..."za każdy krok fałszywy, za każdy błędny krok, zapłacisz życiu grzywnę, dostaniesz sójkę w bok"
Ullrike: masz rację, czytywałam to forum (nie tylko to, równiez inne o urodzie) gdzieś tak od dwóch, trzech lat, podczas cotygodniowych towarzysko-kosmetycznych "seansów" w mieszkaniu u mojej zaprzyjaźnionej fryzjerko-manicuro-kosmetyczki", na jej nicku,ona jest stale zalogowana, dużo czyta ale raczej nie pisze. Tylko, że teraz wyszła za mąż i już nie chodzę do niej do domu tylko do zakładu, a tam nie ma komputera. Więc musiałam się samodzielnie zalogować, a ponieważ powstał ten nowy fajny wątek to postanowiłam tu popisać.Takie miłe jesteście i pomocne...
Lilly: nie współczuj mi, bo nie ma czego, chyba, że mojej głupoty i naiwności. Nie takie straszne to wszystko.Są gorsze historie.On mnie ani nie bił, ani nie ubliżał, ani nie pił, ani nie gwałcił, gdy ja warczałam i awanturzyłam się to on nigdy głosu nie podniósł, gdy się kłóciliśmy to ja wrzeszczałam a nie on. Spoko, ta historia nie skończyła się tragicznie. Któraś tu napisała, czy gdzieś na innym wątku, że takich historii jest wiele tylko kobiety o tym nie piszą.Zaczynałam to pisać w momencie lekkiego doła, ale już jest lepiej. Cieszę się, że dobrze się bawicie. Może ktoś na tej historii skorzysta, może ktoś się pobawi, niektórych może to denerwuje, ale przecież nie ma przymusu czytania, a różni ludzie mają różne poglądy.Dobrze je poznać. Podobno doświadczeń nie jest nigdy za dużo. W pewnym momencie już odeszła mi ochota do pisania, ale skoro tyle dziewczyn chce dalszego ciągu, to postaram się jakoś to ciągnąć.
Fajne jest takie babskie forum i że żadne chłopstwo tu się nie plącze.