Jakoś przeżyliśmy. Nie wiem czy się cieszyć

czy smucić

. Nabrałam trochę dystansu i powtarzam sobie: Przetrwamy te pierwsze trudne chwile! ( Chyba później będzie lepiej?).
Jak przyszłam do przedszkola, stanęłam pod salą i nasłuchiwałam szlochania mego dziecka. I co...?

Cisza. Stwierdziłam ze nie jest źle! Postałam dobre pół godziny i weszłam po uprzednim zapytaniu pani wychowawczyni (która właśnie wychodziła) czy mój jerzyk (to jego grupa) zjadł już podwieczorek. Zjadł! Wpadłam do środka a on siedział przy stoliku z koleżanką. Zawołałam go i przyszedł z miną nie zbyt tęgą.

Spodnie suche lecz z masłem na kolanie-jadł, bluzka czysta-może nie było zupy?, oczy nieco podpuchnięte-płakał! Panie powiedziały że troszeczkę marudził ale musi go pochwalić ze jest grzeczny. Nie wiem za bardzo jak te słowa zinterpretować.
Niechętnie opowiadał w domu co robił. Rysował psa i pił kakao a bawił się zabawkami z
ciocią i dziećmi.
Najlepsze było to ze przyszedł do mnie po kolacji, wlazł na plecy, przytulił sie i powiedział:
KOCHAM CIE BO PRZYSZŁAŚ PO MNIE JAK WRÓCIŁAŚ Z PRACY
Zdębiałam, bo sypnął gadką jak stary. Kochany jest!
Zapowiedział ze jutro pójdzie ale bedzie płakał!
Dzień próbowałam sobie czymś zająć (bo nie pracuję, parze kawe, odbieram faksy, płacę

,wystawiam

faktury i takie tam). Poszłam do dentysty, zahaczyłam o kumpelę i odwiedziłam księgową (złapałam sie na tym ze nie rozstawałam sie z komórką, nawet u stomatologa trzymałam ja w ręce-ZWARIOWAŁAM!!!)
Wszystkie rady wezmę do serca, i czekam na odzew.
Gosiaczek: tez myśle ze te (negatywne) skutki uboczne nie będą nas dotyczyć. Choć niektóre zasłyszane historie są jakby tu powiedzieć... lekko niepokojące!
Nesiu, wiem po sobie (rodzice wysłali mnie do żłobka i później nie było problemów z adaptacją) ze duzo daje dziecku złobek. To duzy krok do przodu jeśli chodzi o samodzielność, relacje z dziećmi i doskonały wstęp do dalszej edukacji. Zyczę tobie i twojej córuni samych pogodnych dni!!! Też bądźcie dzielne.
